proza kulinarna i skutki nadużywania zioła

uwaga, będzie wstrząsająca relacja o tym, jak to z ziołem nie należy zaczynać.

kiedyś nienawidziłam kolendry. rujnowała mi każdą wizytę w dużej misze albo dowolnej azjatyckiej knajpie, w której kucharz (ewidentnie złośliwie) zechciał mi ową kolendrą oprószyć jedzenie. absolutnie obrzydliwy, syntetyczny smak.

któregoś dnia pomyślałam: nie mogę tak żyć. nie umiałam normalnie wyjść do knajpy. czułam się wyalienowana, gdy moi znajomi zajadali się w najlepsze. po długiej wewnętrznej batalii poddałam się presji społecznej. zaczęłam dodawać sobie do jedzenia kolendrę. z początku małe ilości, aby się przyzwyczaić i nauczyć ignorować ten smak. po roku takiego podtruwania okazało się, że nie tylko polubiłam kolendrę. ze zgrozą stwierdziłam, że ciężko mi bez niej żyć. jak nie nawale sobie kolendry, to posiłek nie ma sensu. i to nie, że pare listeczków. dodaje sobie całą natke do zupki chińskiej.

żałuję, że zaczęłam. kolendra jest droga i nie zawsze mogę ją dostać w sklepie. więc ku przestrodze: nie zaczynajcie. nie warto. to zioło zrujnuje wam finanse i możliwość czerpania przyjemności z posiłków nie zawierających kolendry.

HOLY SHIT

ostatnio po raz N-ty na fejsie ktoś napisał mi, że fajne komiksiki wrzucam/fajnie piszę i powinnam założyć bloga. odpowiedziałam, że mam bloga, ale go nie aktualizuję. nie wiem od kiedy. weszłam sprawdziłam. OD 3ECH LAT.

nie robiłam tego głównie dlatego, że:
1) jestem leniwa
2) nawet nie macie pojęcia, ile sie w życiu człowieka może wydarzyć w ciągu 3ech lat. zdążyłam się wyprowadzić z gdańska do warszawy, z warszawy do hamburga a teraz szykuje mi się kolejna przeprowadzka w bliżej niesprecyzowane miejsce.
3) wolę pisać, niż rysować, bo to idzie szybciej.

w związku z punktem 3cim postanowiłam trochę zmienić profil bloga. powywalać stare notki z niedziałającymi linkami i zacząć wrzucać tutaj więcej moich tekstów. bez obaw, to nie będą nudne tyrady o stanie polityki ani życiowy coaching.

nie wiem, jak długo potrwa ten nagły zryw, więc pewnie wrzucę mase kontentu na raz a potem znowu zabunkruje się na x miesięcy. ale postaram się nie przekraczać okresu roku z kolejna przerwą.

aha, mam psa. znalazłam w lesie na grzybach rok temu.

nadal przerwa

mam ostatnio sporo na glowie, nadal o was mysle, ale, ze obecnie moja sytuacja finansowa nie jest za ciekawa, robie glownie rzeczy, z ktorych mozna miec pieniazek, wysylam portfolia i szukam roboty. blog.pl ostatnio wyslal do mnie spam, ze mu brakuje moich wpisow. pomyslalam, ze zeby nie bylo totalnie pusto, pochwale sie wam jakimis innymi moimi produkcjami.
ponizej macie strone z mojego zeszlorocznego komiksu na MFKiG.
calosc mozna znaleźć na moim behansie, razem z innymi rzeczami.

zapraszam tez na fejsa

szrenka

przerwa na reklamy

mam taki notesik, gdzie, jak mi sie uda, zapisuje pomysly, żeby potem je jakoś rozwinąć przynajmniej na 3 kadry i zrobić z nich komiks. ale jest pare takich  pomyslow, które kisną w moim notesiku od w kit czasu. nie wiem, czy cos kiedys z nich urośnie, wiec macie w takiej formie. najbardziej jestem dumna z pokojowej nagrody nobla dla ikei. czaicie, POKOJOWEJ. nie ma za co/

starzeje sie & pedały


tekst z pedalami wpisalam kiedys jako komentarz na kwejku i o dziwo ludziom sie podobal, wiec co mi tam, robie z tego komiks. czasem spotykam sie w zyciu z jakimis totalnymi absurdami, z ktorymi nie umiem sobie poradzić inaczej niz komiksem. związki obcych ludzi obchodzą mnie mniej-więcej tyle, co diety celebrytów albo populacja dorsza w mozambiku. ani troche. i nie umiem zrozumieć, czemu komuś przeszkadza, że jacyśtam dorośli i świadomi ludzie chcą mieć sformalizowany związek. slyszalam teorie, że homoseksualiści niszczą małżeństwa. przeprowadzilam więc maly eksperyment myślowy: pomyślalam o wszystkich rozwiedzionych ludziach, jakich znam. i o powodach ich rozwodów. powody mogą być różne, np. „bo mąż pił” lub „bo żona zdradzała” lub też „bo był/a chorobliwie zazdrosny/a” ale jeszcze nigdy nie slyszalam „BO PEDAŁY” jako powodu.

a jeśli chodzi o to, co u mnie:

jest jak jest

ok, okazuje sie, ze blog.pl robi wszystko, by utrudnic edycje swoich szablonow. nie ma opcji usuniecia tej paskudnej reklamy na gorze ani rozszerzenia belki z trescią. wiec jak widzicie ze kawalek obrazka jest zjedzony no to cóż, otworzyc obrazek w nowym oknie. czuje ze niedlugo sie stad przeniose bo wnerwia mnie cala sytuacja niebywale.

there can be only one

http://fc03.deviantart.net/fs70/f/2012/245/7/2/immortality_by_unka2-d5dawd8.jpg
jak chcecie sie dowiedziec o niesmiertelnych komorkach rakowych wklepcie
w wiki „HeLa”. i jest tez klawy film o tym, „the way of all flesh”.

jakis czas temu poklocilam sie z kumplem na fejsie o wspolczesna muzyke. 
costam o tym ze skrillex jest slaby a czerwone gitary byly lepsze i generalnie
wszystko bylo lepsze za jego mlodosci (typ jest mlodszy ode mnie a ja lubie
skrillexa). pomyslalam ze jakby ten typ mial byc niesmiertelny to po 200
latach rzeczywistosc przeroslaby go na tyle i stala sie tak nieznosna ze
 musialby sie wyprowadzic do lepianki gdzies w borach tucholskich.